W górach w zimie baca pieprzy Niemkę. Niemka mówi:…
W górach w zimie baca pieprzy Niemkę. Niemka mówi: – Ja gut! Ja gut! Ja Gut! A baca na to: – Gdzie ja ci o tej porze jagody znajdę?
Śmieszne Dowcipy, Dobre żarty. Wyjątkowy Humor. Duży zbiór Kawałów. U nas nie będziesz się nudził
W górach w zimie baca pieprzy Niemkę. Niemka mówi: – Ja gut! Ja gut! Ja Gut! A baca na to: – Gdzie ja ci o tej porze jagody znajdę?
Baca wraca z sawanny i rozmawia z kolegą: – I co żeście baco na tej sawannie widzieli? – A widziałem antylopę. – Naprawdę? I jak ona wygląda? – Jak koń, tylko szybciej biega. – I co tam jeszcze widzieliście baco? – A widziałem zebrę. – Naprawdę, a jak ona wygląda? – Jak koń tylko w paski? – I co tam jeszcze widzieliście baco? – A widziałem krokodyla. – Naprawdę, a jak wyglądał? – Właściwie nie wiem, bo do konia nie był podobny.
Baca idzie na policję i mówi: – Dzisiaj dostałem od żony dwa razy w policzek. – I co? Cieszy to pana? – Tak, bo zwykle dostaje cztery.
Pijany Baca ledwo wychodzi z knajpy. Po chwili wpada w przepaść i zaczyna się modlić: – Panie Boże, już nigdy nie będę pił, pozwól mi tylko spaść na coś miękkiego. Baca rano budzi się na stogu siana, przeciąga się i mówi: – Ale po pijaku człowiek głupoty gada.
– Baco! To gówno to ludzkie czy zwierzęce? – To? Ludzkie. – A po czym poznajecie? – A bo to moje.
Wychodzi baca przed chałupę, przeciąga się i wola: – Jaki piękny dzionek! A echo z przyzwyczajenia: – … Mać, mać, mać…!
Siedzi sobie gościu na kamieniu, patrzy jak baca ciągnie na sznurku zabitego psa. Pyta się jego: -baco co się stało z tym psem? -musiałem go zastrzelić mówi baca -to pewnie był wściekły? -no zadowolony to on nie był
Przychodzi baca do spowiedzi, zaczyna się spowiadać i mówi: – Proszę księdza ukradłem łańcuch. – Jaki? – Taki zwykły, trzy metrowy. – A co było na końcu tego łańcucha? – Krowa…
Ksiądz zgubił się w górach, spotyka bacę: – Baco, którędy do Zakopanego? – A, za ile? – jak to baco za ile. Za Bóg zapłać… – A, to niech was Bóg prowadzi…
Pewnemu bacy sześć razy spaliła się bacówka. Pięć razy ją odbudowywał, ale za szóstym razem już się załamał. Stanął nad resztkami domu, podniósł głowę i woła do nieba: – Panie Boże! Za jakie grzechy?! Na to głos z nieba: – Oj nie za żadne grzechy, nie za grzechy. Tylko cosik ja Cię chyba Józek nie lubię…